Rozdział XVII
- Ale dlaczego...? - rozległ się jęk pełen cierpienia. Postać ukryta pod czarną szatą z kapturem na głowie cmoknęła ze zniecierpliwieniem. Poszarzała dłoń dzierżąca różdżkę, zataczała jej końcem małe kółka.
- Mówiłem i nie zamierzam powtarzać. Teraz będziesz cierpieć dopóty dopóki cię nie znajdą, co raczej nie stanie się szybko. Rozwiązywanie zagadek zajmie im trochę czasu. A teraz... - uniósł rękę. Ciało dziewczyny ogarnął przenikliwy, lodowaty dreszcz. Jej oddech zamienił się w parę, a policzki pokryły cienką warstwą szronu.
- Nie złamiesz mnie tym... - mruknęła i zaraz poczuła, jak jej usta zamykają się wbrew jej woli.
- Wiem, moja droga. Ale nie to jest moim celem. Muszę się jakoś wyładować... - poczuła ciepło. Gorąco. W końcu nie mogła już wytrzymać zbyt wysokiej temperatury. Miała wrażenie, że po jej żyłach wędruje płynny ogień. Łzy wyparowywały z jej twarzy. Skóra miejscami pękała, tworząc nowe krwawiące rany. Jeden ruch różdżki sprawił ponowne zmrożenie jej do szpiku kości. Świeża krew zamarzła, ciążąc jej nieznośnie. Zacisnęła białe z bólu dłonie i czekała. Nie da mu satysfakcji, nie okaże żadnych emocji. Zirytowany osobnik rzucał co wymyślniejsze zaklęcia, chcąc przedłużyć i pogłębić cierpienie dziewczyny. Nie zamierzał jej zabić, co to to nie. Ale musiała poczuć na własnej skórze, jak to jest zadzierać z kimś takim, jak on.
Leżał rozpostarty na swoim łóżku. Kotary szczelnie oddzielały go od reszty świata, a widok za oknem skryty był czarną płachtą nocy. Przewracał się z boku na bok wśród naderwanych poduszek, z których każdą stroną wydobywało się pierze. Stopa, która przytrzaśnięta została drzwiami, pulsowała boleśnie. Puchowa kołdra ciążyła mu na plecach, ale nic nie zabolało go tak, jak słowa jego ukochanej.
"Inaczej to sobie wyobrażałam"
"Brakuje mi czegoś bardzo ważnego..."
"Myślę, że on ma już mnie dosyć. Chyba znalazł sobie kogoś innego."
"Nie zajmuje się mną, ciągle coś mu wypada."
I chyba najgorsze:
"Wydaje mi się, że to tylko głupie zauroczenie..."
To tylko jedne z wielu zdań, jakie wypowiedziała tej nocy Lily Evans. Myślał, że jest szczęśliwa. Jakże się mylił... Im dłużej nad tym dumał, tym częściej przyłapywał się na myśli, że to przecież nie jego wina. Ale leżała ona w dużej mierze na jego osobie. Musiał się bardziej postarać, wymyślić coś, żeby Lily przekonała się o tym, jak bardzo ją kocha. Obiecał sobie, że jeśli da mu jeszcze jedną szansę, będzie najlepszym chłopakiem pod słońcem. Z tą myślą zapadł w głęboki sen.
Trzy Święte Zasady Planu:
1. Nic nie mówić Huncwotom
2. Nic nie mówić gronu pedagogicznemu (w szczególności Dumbledore' owi)
3. Nic nie mówić absolutnie NIKOMU
Dwa poboczne punkty wspominały o "zapożyczeniu" peleryny-niewidki Jamesa i Mapy Huncwotów. Oczywiście, bez zgody właścicieli. Lily, Dorcas i Lea, zwierzając się sobie, oswobodziły się z koszmarnych wspomnień i myśli. Miały już z grubsza ułożony plan odbicia Sally, jednak nadal musiały rozwikłać zagadkę, którą krył niepozorny kawałek pergaminu. Dziewczyny, siedząc blisko siebie w kółku, położyły kartkę pośrodku "okręgu". Gdyby zobaczył je teraz jakiś mugol, pewnie uznałby, że są heretyczkami wywołującymi duchy. Jednak dziewczyny były wielce daleko od seansów spirytystycznych.
- Gdzie woda się rodzi, a płomień zamiera...
- Gdzie lód kamień skuwa...
- Gdzie mróz wieczny doskwiera... - raz po raz powtarzały wskazówkę. Nic nie przychodziło im do głowy.
- A może... Lochy? - rzuciła Lily. Lea machnęła ręką.
- Mówiłam ci, to za proste. Musiał to ukryć poza szkołą...
- To na nic... - mruknęła Dorcas - Oczy same mi się zamykają. Może jak się prześpimy, coś nam wpadnie do głowy... - dziewczyny przyznały jej rację. Ułożyły się do łóżek i już po chwili spały.
- Hey, how long till the music drowns you out?
Don't put words up in my mouth,
I didn't steal your boyfriend,
Hey, how long till you face what's goin' on,
Cause you really got it wrong,
I didn't steal your boyfriend! - z łazienki dziewczyn nie dochodził smutny śpiew Dorcas - zjawisko dlań nietypowe. Dziewczyna postanowiła nie zatrzymywać się w przeszłości, tylko iść dalej. Ma przyjaciółki i chłopaka, którzy ją wspierają. Nie może wiecznie żyć w smutku. Będzie po prostu unikać rozmów i bliższego kontaktu z Syriuszem, to wszystko.
Lily obudziła się i stwierdziła, że nie leży w ciepłym łóżku. Rozejrzała się dookoła - spała pod drzwiami do ich pokoju.
- Eh... - mruknęła, wstając z kwaśną miną.
- Co ty robisz na ziemi? - zapytała nie do końca rozbudzona Lea, przecierając oczy.
- Śpię, nie widać? - rzuciła Lil. - Wszystkie gnaty mnie bolą...
- Dobrze, że dzisiaj sobota. Ciekawe, jak usiedziałabyś w ławce... - zachichotała Dorcas, wychodząc z łazienki.
- To byłoby niewątpliwie bolesne doświadczenie. - westchnęła Lea, siadając na łóżku.
- Mam ochotę na strasznie długie moczenie się w wodzie... - rozmarzyła się Dor.
- Czyżby Łazienka Prefektów?
- Ooo tak...
- Słyszałam, że zmienili ostatnio hasło.
- A kto jest teraz prefektem naszego domu?
- Jessy Cloude - Lea skrzywiła się na dźwięk tego nazwiska. Obie od początku roku rywalizowały o miejsce prefekta. Lea bardzo przeżyła cios prosto w jej ambicję. Dorcas także nie uśmiechało się iść do Jessy. Znana była głównie ze sztywniactwa. Nigdy nie nagięła żadnego przepisu. Dziewczyna z kwaśną miną wyszła z pokoju i ruszyła do PW. Tak jak podejrzewała, Jessy stała tam, rugając dwójkę pierwszoklasistów za zbyt głośne mówienie.
- Cloude, mam sprawę. - rzuciła Dor. Blondynka odwróciła głowę z furią.
- Czego, Meadows? - warknęła, machając ręką na "zbrodniarzy", którzy szybko zmyli się z "miejsca zbrodni".
- Podaj mi hasło do Łazienki Prefektów.
- Oszalałaś?! Za bezczelność odejmuje ci...
- Umówię cię na randkę z niejakim Josh'em Crow'em...
- Niemożliwe! - wrzasnęła pani prefekt o wiele głośniej niż zamierzała. Od pierwszej klasy kochała się w Josh'u Crow' ie. On jednak wolał dużo bardziej "żywsze" dziewczyny.
- Moja droga, nic nie jest dla mnie niemożliwe... - syknęła Dorcas, tak, że Jessy w końcu musiała przyznać jej rację. Wiedziała, że jest w szkole znikoma ilość chłopców, którzy nie ulegliby tej cwanej Meadows.
- Wierzba Bijąca... - wyszeptała z wykrzywioną twarzą.
- Świetnie. Randka za tydzień w Hogsmead. Bądź o 12.00 pod Trzema Miotłami. Ubierz się w tą niebieską sukienkę z haftem, białe kozaki, te turkusowe korale od matki, co dostałaś na trzynaste urodziny i biały płaszcz, będzie ci pasować do twarzy. - oznajmiła Dor, po czym wyszła z PW, zostawiając Jessy, którą nurtowało jedno pytanie: "Skąd ona do cholery wiedziała o tym wszystkim?!"
Zadowolona Dorcas szła z uśmiechem na twarzy po korytarzach Hogwartu w stronę Łazienki Prefektów. Lea byłaby z niej dumna! A dlaczego? Jessy już niedługo się przekona...
- Wierzba Bijąca. - powiedziała, gdy stała przez drzwiami łazienki. Już po chwili odkręcała kurki z najróżniejszymi płynami. Z rozkoszą zanurzyła się w pachnącej wodzie. Zamknęła oczy, relaksując się.
- Cześć! - Dorcas poderwała się z krzykiem. Naprzeciwko niej na brzegu basenu znajdowała się Jęcząca Marta. Wycierała okulary o niematerialną szatę szkolną.
- Cześć? Cześć?! Wystraszyłaś mnie!!! - wrzasnęła Dor, a echo jej głosu odbiło się od ścian. Marta spojrzała na nią z uniesionymi brwiami.
- No to co? JA zostałam wystraszona NA ŚMIERĆ, ale czy się skarżyłam? - załkała. Meadows spojrzała wymownie na sufit - zaczyna się... Starając się nie zwracać uwagi na użalania Marty, zanurzyła się w ciepłej wodzie po samą szyję. Tymczasem duch kontynuował swój wywód:
-... Tak po prostu! A jedyne, co pamiętam, to te złowieszcze słowa... - szepnęła, teatralnie rozglądając się wokoło. - Chcesz wiedzieć jakie?
- Jakie...? - zapytała Dorcas z czystej uprzejmości i tak zamierzając ją ignorować.
- Gdzie kropla ostatnia czarę przepełnia,
Gdzie obietnica zagłady powoli się spełnia,
Gdzie Śmierć cieniami przykryta,
Za cierpieniami ludzi ukryta,
Gdzie woda się rodzi, a płomień zamiera,
Gdzie lód kamień skuwa,
Gdzie mróz wieczny dosk... - Dorcas poderwała się, słysząc ostatnie trzy wersy.
- CO??!! - wrzasnęła, nie bacząc na oburzenie malujące się na twarzy Marty. - Skąd to znasz?!
- Po pierwsze: mogłabyś być bardziej uprzejma. Po drugie: tuż przed śmiercią coś, albo nawet kilka cosiów śpiewało tą piosenkę. Głos dobiegał z umywalki.
- Wiesz co to za "cosie"? - w głosie Dor można było słyszeć napięcie.
- Pewnie, że wiem! Uważasz mnie za głupią? - Dor z trudem oparła się pokusie, żeby przytaknąć - To Wodnięty. Mieszkają w najciemniejszych i najzimnejszych głębiach naszego jeziora. Nie są zbyt przyjaźnie nastawione... - Dorcas wyskoczyła z wody i z prędkością światła ubrała się i wybiegła z Łazienki Prefektów. Nie dobiegła jednak daleko, gdyż wpadła na kogoś z impetem.
- Dorcas! - dziewczyna usłyszała nad sobą głos Kurta. - Nie wolno ci się przemęczać... - przytulił ją do siebie mocno i delikatnie pogłaskał po brzuchu. Dor pocałowała go lekko i oswobodziła się z jego silnych ramion.
- Wiem, ale to sprawa najwyższej wagi, wybacz... - przesłała mu jeszcze jednego buziaka w powietrzu i pobiegła dalej. Minęła zaledwie trzy zakręty i nagle ktoś za jej plecami zawołał ją.
- Panno Meadows! - to była pani Pomfrey - Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia...
- Słucham...? - mruknęła dziewczyna, niecierpliwie tupiąc nogą. Kobieta wydawała się być zestresowana, co chyba nigdy jej się nie zdażyło.
- No więc ja...
Lily jadła właśnie śniadanie razem z Leą, kiedy nagle dyrektor wstał. Cała sala natychmiast ucichła.
- Drodzy uczniowie! Jak wiecie, jutro czternasty luty! Oznacza to, że jutro o 18.00 odbędzie się ostatnia część Konkursu Talentów. Postanowiliśmy wraz z gronem pedagogicznym, aby połączyć to z Balem Walentynkowym. Także macie tylko jeden dzień na przygotowania! - trzy czwarte żeńskiej części Hogwartu wydało jęk niedowierzania. Jeden dzień?! - Zdając sobie sprawę, że to mało czasu dla większości dziewcząt, odbędzie się dziś wyjście do Hogsmead. Kupujcie ile wlezie! - dodał Dumbledore z uśmiechem i usiadł. Rozległy się pośpieszne kroki - w jednej chwili Wielka Sala całkiem opustoszała. Lily i Lea powoli wyszły za szalejącym tłumem, starając się, aby nikt ich nie stratował. Gdy w końcu (i jakimś cudem w całości) dotarły do PW, zastały tam nawpół śpiącego Jamesa. Leżał na kanapie z półprzymkniętymi oczami i szeroko otwartymi ustami.
- W ten sposób każda twoja fanka będzie mogła się z tobą ślinić, a ty nawet nie będziesz o tym wiedzieć... - mruknęła Lily, klepiąc Pottera po policzkach.
- Hę? - stęknął, patrząc na nią nieprzytomnym wzrokiem.
- POTTER, VANESSA NA HORYZONCIE!!! - wrzasnęła Lea histerycznie. Prawdę mówiąc, nie liczyła, że to podziała, ale przeliczyła się. James poderwał się z kanapy, poprawiając okulary na nosie i zrobił minę pt. "I gdzie ja mam się do cholery schować???!!!"
- Żartowałam. Idź się lepiej umyj, albo przynajmniej zmień koszulę... - Lea z niesmakiem wskazała na ośliniony kołnierzyk.
- Blee.... - skrzywiła się Lily, po czym obie wspięły sie po schodach prowadzących do dormitorium dziewczyn, zostawiając otumanionego Jamesa z brudną koszulą. Zabrały stamtąd tylko pieniądze i już ich nie było. James nie zmienił pozycji podczas ich krótkiej nieobecności.
- Właściwie... Nie wiem, po co kupuje nową sukienkę. Przecież i tak nikt mnie nie zaprosi... - mruknęła Lea, przeglądając sukienki w sklepie "Vinyai Fashion". Zatrzymała się na wyjątkowo ładnej w kolorze ecru.
- Przesadzasz. - rzuciła Lily - I jak? - wyszła z przymierzalni w długiej, zwiewnej ciemnozielonej sukience. Lea wyszczerzyła wampirze zęby w uśmiechu i uniosła dwa kciuki w górę. Zielonooka nie odwzajemniała jej entuzjazmu.
- Patrz! - wskazała na swój brzuch - Spójrz na te fałdy! Czy ja według ciebie wygladam w tym dobrze? Bo moim zdaniem wyglądam jak trzytonowy słoń! - Lea przewróciła oczami.
- Jasne, jasne, wyglądasz, mój ty słoniu wielki. A teraz zdejmij to i idź kup. Teraz czas, żeby francuski słoń się w coś wcisnął. - oznajmiła Neveu, wskazując na upatrzoną sukienkę. Po pietnastu minutach dziewczyny wyszły w końcu z "Vinyai Fashion".
- Choć jeszcze tam, skończyła mi się kredka do oczu. - powiedziała Lily, patrząc na sklep z kosmetykami. - Jak myślisz, James zaprosi mnie na Bal, czy zapomni i weźmie panią prezes swojego fanclubu? - nie otrzymała odpowiedzi. Spojrzała się za siebie.
- Lea? Lea?!
~*~*~*~*~*~*~*~
Notka krótka, wiem o tym i proszę nie wytykać mi tego w komentarzach, bo na dłuższe nie mam czasu. Notka dedykowana MariQ (Widzałam Fosfora w kościele!!!xD), mojej przyjaciółce nr. 4, która ma straszną sklerozę xD I ty dobrze wiesz o czym mówię, Marysiu ty nasza! Ciao ^^
PS. Wiecie już coś na temat błędów z mojej strony, więc nie będę powtarzać xD
..::Biara::.. 19/03/2007 17:51:13 [
Powrót]
Skomentuj
U mnie new! XD
Niedługo będzie mutant którego Ci obiecałąm! XD
Tenshi 25/04/2007 11:44:49
| brak www IP: 217.113.228.126
U mnie kolejny new! XD
Tenshi 17/04/2007 22:08:22
| brak www IP: 212.2.100.190
dodałam cie do moich ulubionych! Proszę byś ty mnie tez dodała ;)
majsza 17/04/2007 12:05:08
| brak www IP: 83.21.9.14
U mnie new kochana XD
Tenshi 16/04/2007 19:56:59
| brak www IP: 212.2.99.43
Chcesz nowego szablona ?
Moge ci zrobic na photoshopie , bo mi sie ostatnio nudzi ;p
p0sdr00 :*
Aśka 15/04/2007 22:42:09
| brak www IP: 83.15.24.178
Suuper opwiadanie! Choć my blog nie jest na temat M&A ale i tak zobacz... ;*
Niutao (Ania N.) ^.^ 15/04/2007 10:47:59
| brak www IP: 83.5.204.227
Dodałam cię do fav ;] ... Ciekawe czy domyślisz się kim jestem...
Lilyanne 13/04/2007 16:46:18
|
http://li-evans.blog4u.pl IP: zalogowany
Dodałam notkę...
Maga 12/04/2007 16:04:25
| brak www IP: 195.136.148.53
Super blog,,,,,,,,,,super opowiadanie,,,,,,tylko czekam na więcej;P
Mitris 9/04/2007 16:26:55
| brak www IP: 83.4.194.121
Hej, naprawdę świetny blog. Znalazłam go dzisiaj i jestem naprawde pod wrażeniem, choć moment kiedy Syriusz zrobił TO Dorcas nie zabardzo mi się podobał. Nigdy bym go o coś takiego nie podejrzewała,ale naturalnie nie mam nic innego do zażucenia bo w końcu to ty jesteś autorką. A tak z poza tematu Lily to też jestem fanką Evanesci i krwawych horrorów xD Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga (strona podana w www) Pojawiły sie dopiero dwa rodziały, a trzeci ukaże sie w krótce. xD
blog of lily-e 4/04/2007 22:25:50
| brak www IP: 83.19.16.210
Podstrona:
*1* /
2 /
3 /
4 /
5